Jest to czasochłonne rzemiosło, a Petter przykłada wielką wagę do każdego aspektu swojej pracy. Przesuwa dłonią po niedawno wykonanej naprawie stolarki i stwierdza, że jest teraz idealna.
Opowiedz nam trochę o swoim doświadczeniu, bo nie zawsze zajmowałeś się stolarką?
Do tej pory najwięcej pracowałem jako artysta współczesnego cyrku. Obejmowało to akrobatykę, żonglerkę i sztukę ognia w różnych formach. Zawsze pociągało mnie robienie trudnych rzeczy i lubię ćwiczyć to, co jest trudne, a najlepiej całkowicie niemożliwe.
Jak to się stało, że ostatecznie zająłeś się stolarstwem?
Stolarstwo mam we krwi od dzieciństwa. Po ukończeniu szkoły średniej uczęszczałem na kursy architektury konserwatorskiej na Wydziale Inżynierii Uniwersytetu w Lund, aby uzyskać kwalifikacje architekta konserwatora. Okazało się jednak, że jest to dla mnie zbyt administracyjny i hierarchiczny kierunek. W ogóle tam nie pasowałem, bo chciałem też pracować rękami.
Porzuciłem ten pomysł i kontynuowałem pracę artystyczną. Dopiero gdy spotkałem starszego rzemieślnika zajmującego się oknami, zrozumiałem, co chcę robić. Po 12 latach pracy jako profesjonalny artysta współczesnego cyrku założyłem w 2014 roku własną firmę zajmującą się stolarką okienną.

„Wymieniać okna, bo są nieszczelne, to jak złomować samochód z powodu zużycia opon”.
Ilu stolarzy okiennych jest w Szwecji?
Trudno powiedzieć, ponieważ wielu z nich unika rozgłosu. Większość z nich jest bardzo zajęta i nie musi się reklamować. Jestem jednym z nich i być może jest nas w sumie 200. Ja znam około stu.
Nie wygląda na to, że musisz polować na klientów?
O nie, klienci sami mnie gonią (śmiech). Jednak kiedy zaczynałem jako stolarz okienny, wydawało mi się, że trudno jest znaleźć dobre informacje, dlatego dzielę się swoimi wskazówkami w mediach społecznościowych. To z kolei dało mi pracę i przyciągnęło uwagę. To moje najlepsze działanie marketingowe – dzielenie się tym, co robię.

„Mam wiele elektronarzędzi, które pomagają mi wydajnie pracować, ale hałasują i wytwarzają pył i często powodują też, że muszę cofać się o krok od obrabianego przedmiotu”.
Co jest najlepsze w twojej pracy?
Zlecenie idealne pod każdym względem to zużyte, zabytkowe okna należące do klienta, który od dawna szukał kogoś do ich odnowienia. Najpiękniejsze momenty to cięcie szkła, nakładanie kitu, usuwanie uszkodzonego drewna i uzyskanie perfekcyjnego dopasowania wstawianych fragmentów. Struganie ostatniej dziesiątej części milimetra i obserwowanie, jak stare łączy się z nowym.
Jednocześnie praca jest bardzo zróżnicowana – czasem zdarza mi się kuć w betonie, by chwilę później ciąć 200-letnie szkło dmuchane ręcznie albo montować ramę 15 metrów nad ziemią.

„Struganie ostatniej dziesiątej części milimetra i obserwowanie, jak stare łączy się z nowym”.
Rozumiem, że używasz głównie narzędzi ręcznych?
Powiedziałbym, że odpowiednie narzędzie do odpowiedniego zadania. Wiele razy łatwiej i szybciej jest pracować ręcznie niż brać maszyny i konfigurować je do pracy. Mam wiele elektronarzędzi, które pomagają mi pracować wydajnie, ale hałasują, wytwarzają pył i oddalają mnie od rzemiosła.
Bez jakich narzędzi nie mógłbyś sobie poradzić?
Nie mógłbym się obejść bez wielu narzędzi! Ale najbardziej brakowałoby mi dłuta HDC, które zawsze mam przy pasku. I japońskiej piły, bez której nie chciałbym pracować. Funkcja strugania w dłucie HDC umożliwia dotarcie tam, gdzie inne dłuta nie mogą dotrzeć, a żelazna stopa daje mi natychmiastową informację zwrotną na temat gładkości powierzchni, którą udało mi się osiągnąć.
Jak wygląda twój typowy dzień pracy?
Jest prawdopodobnie dziesięć różnych typowych dni. Praca w warsztacie może obejmować inwentaryzację, pomiary, usuwanie szklenia i zeskrobywanie farby albo wstawianie drewnianych uzupełnień, być może cięcie szkła, nakładanie kitu szklarskiego i farby lub wypalanie starego oleju lnianego z żelaznych okuć.
Klient może mieć lukarnę, przez którą przeciekała woda i która wymaga renowacji, albo mogę stać na rusztowaniu i odcinać zniszczone drewno z ramy. Muszę mieć podwójne komplety wszystkich ważnych narzędzi, ponieważ nigdy nie wiadomo, co znajdę pod warstwą metalu i farby.

„Zawsze pociągało mnie robienie trudnych rzeczy”.
Czy kiedykolwiek odrzuciłeś zlecenie, które uznałeś za niemożliwą?
Odmówiłem zleceń, ale nie dlatego, że były niemożliwe. Chodziło raczej o to, że czasami stawały się zbyt drogie. Na przykład trafiały mi się realizacje obejmujące okna z lat 80., osadzone w kiepskim drewnie i ze słabym szkłem. Taki projekt kosztuje znacznie więcej, niż jest wart. Ale przy naprawdę starych oknach, nawet jeśli zostaje tylko 10% skrzydła, a reszta jest nowa, podejmę się pracy, o ile jest to opłacalne.
Co należy wziąć pod uwagę podczas renowacji?
Najważniejsze jest stosowanie produktów na bazie oleju lnianego – czegoś, co sprawdza się od kilkuset lat i jako jedyne właściwie pielęgnuje stary materiał. Kluczowe jest również idealne dopasowanie napraw drewna, aby mogły przetrwać naprawdę długo.
Masz jakieś wskazówki i triki, czy zachowujesz je dla siebie?
Bardzo chętnie się nimi dzielę. To, co robię, jest wystarczająco trudne, więc nie muszę trzymać się żadnych tajemnic zawodowych. Do większości projektów używam dłut i muszę je często ostrzyć. Ale nie znoszę ostrzenia na mokro – zajmuje zdecydowanie za dużo czasu. Zamiast tego używam szlifierki taśmowej, ponieważ nie przegrzewa ona krawędzi tak bardzo jak kamień wodny.
Przed szlifowaniem wkładam dłuto do zamrażarki. Dłuta HDC są wykonane z żelaza o odpowiednio dużej gęstości, więc pozostają schłodzone znacznie dłużej, co oznacza, że mogę ostrzyć na taśmie nową krawędź bez obaw o jej przegrzanie. Następnie podostrzam surową krawędź i poleruję ją na drobno na polerce stołowej z pastą polerską. Uzyskanie ładnej, ostrej krawędzi zajmuje dosłownie chwilę. Oczywiście nie jest ona tak perfekcyjna jak po japońskim kamieniu wodnym, ale w zupełności wystarcza do większości prac, które wykonuję.
Fakty
